POLITYK
Dodane przez sorel21 dnia Grudzień 13 2007 10:39:15
Polityk..


Tak, tak to był bardzo mądry i rozumny kot. Nie bez powodu dziadek go nazywał polityk.
Dziadek mawiał: gdyby, chociaż połowę polityków miało mózgi w 50 % jak nasz kot, Polska wtedy by była kraina mlekiem i miodem płynącą. Niestety nigdy by go nie wpuszczono do sejmu, senatu, i telewizyjnych wiadomości. Nasz kot zawsze robił swoje i co ważne nigdy nikomu nie wchodził w drogę. Był zawsze niezależny jak to koty w jego wieku.

Ulubionym powiedzeniem dziadka było: politycy łapać myszy a koty na ich stanowiska.
Nie długo później polityk zaginął. Z dziadkiem było coraz gorzej. Nie chciał jeść ani pić.
Obawiał się najgorszego, że polityk nie powędrował zwyczajnie na kotki i za parę dni wróci.
I znów będzie się łasił przy nodze. Mówił, że źli ludzie zabrali go i będą go torturować aż w końcu go zabiją. Mama mówiła żebym nie słuchał, co mówi dziadek, bo w końcu i mi się po przewraca w głowie jak jemu.

Była jesień liście spadały z drzew a polityka jak nie było wtedy tak i nie ma go do dzisiaj. W szkole zaczynały się pierwsze klasówki i nauka zaczynała się na poważnie. Na andrzejki nie poszedłem tak jak i rok temu. Mama mówiła, że już czas sobie znaleźć dziewczynę, że każdy chłopak w moim wieku chodzi na randki. Dziadek wręcz przeciwnie, życie to ty jeszcze zdołasz sobie pogmatwać i nie ma się z tym, co śpieszyć.

Minęły dwa miesiące a polityka nadal nie było. W żadnym wypadku dziadek nie pozwalał przynieść nowego kota do domu. Szkoda, że nie ma babci, tylko ona jako jedyna kobieta potrafiła mu przemówić do rozsądku. Chodził po wsi i oskarżał każdego napotkanego mieszkańca o uprowadzenie polityka. Mama mówiła, że jak z dziadkiem nie będzie lepiej to będzie musiała wezwać lekarza. Był już u niego ksiądz i koledzy, niestety wszystkich przegonił. Mówiąc, że pochodzą z tej samej szajki, co złoczyńcy, którzy uprowadzili kota.

Od jakiegoś czasu dziadek jeździł do miasta, wydawać by się mogło, że lepiej się czuję. Wszystkich nas ciekawiło, co robi w mieście. Któregoś dnia zacząłem go śledzić, okazało się, iż uszył sobie strój kota maści szarej takiej jak polityk. Przebierał się za niego i chodził po starówce. Celem tych jego wędrówek, jak się później okazało, z tego, co powiedział nam lekarz. Było oszukanie zabójców polityka, że dziadek jest prawdziwym kotem i rozliczyć się z nimi. Jego plan sczezł nie realny do zrealizowania.

Dziadek od jakiegoś czasu już z nami nie mieszka. Mama mówi, że ma tam dobrą opiekę, mieszka sam w pokoju ma tam wszystko, czego mu potrzeba. Pomyślałem, że tylko jednego mu brakuje WOLNOŚCI.

Zabójcy polityka do dzisiaj chodzą wolno po ulicy, a dziadek siedzi zamknięty. Lekarze mówią, że dzięki lekom stan dziadka się poprawił i znów będzie mógł być z nami na święta.

Wtedy po raz pierwszy usłyszałem o takiej chorobie jak schizofrenia paranoidalna i że dalej można z tym żyć lecząc się lekami psychotropowymi. Miałem wtedy 11 lat a mój dziadek wydawał mi się wspaniałym bajkopisarzem i rysownikiem. Do dziś mam jego zbiory prac malarskich jak i opowiadań mają one dla mnie ogromną wartość.

Autor: Jarosław Bednarczuk